kawa

Nie wszystko złoto, co się świeci – mawiała moja babcia, kiedy opowiadałam jej o kimś, kto w mojej ocenie był doskonały. O słuszności tych słów przekonywałam się w życiu wielokrotnie. Często boleśnie, bo zbytnia ufność bywa przez innych wykorzystywana.

Przykłady? Bardzo proszę.

Aldonę poznałam na imieninach koleżanki. Była jej kuzynką. Uroda aniołka: falujące blond włosy, niebieskie oczy, smukła sylwetka. Kulturalna, miła, pogodna. Od pierwszej chwili budziła sympatię. Łatwo nawiązywała kontakt z innymi. Przy imieninowym stole siedziałyśmy obok siebie. Od razu znalazłyśmy wiele ciekawych tematów do rozmowy, wspólnych zainteresowań. Przy pożegnaniu wymieniłyśmy się telefonami. Kilka dni później zaprosiła mnie na kawę. Potem spotykałyśmy się często. Chodziłyśmy razem na zakupy, na koncerty, do teatru. Otworzyłam się przed nią. Wiedziała o mnie wszystko. Znała moje sukcesy i porażki, radości i cierpienia. Umiała słuchać. Doradzała w trudnych sprawach. Cieszyłam się, że mam taką dobrą przyjaciółkę.

Pewnego dnia spotkałam przypadkiem jej kuzynkę, tą u której się poznałyśmy.

-Dawno się nie widziałyśmy. Co u ciebie słychać? – zapytałam.

- U mnie bez większych zmian, ale u ciebie to się dzieje… Bardzo ci współczuję. – odpowiedziała.

Zdziwiłam się. Nie bardzo rozumiałam co ma na myśli.

Od słowa do słowa i wyjaśniło się, że nasi wspólni znajomi są na bieżąco informowani o moim życiu, nawet o sprawach bardzo osobistych. Aby opowiadania nie były nudne, Aldona ubarwiała je mocno, dodawała nowe wątki. Byłam zaskoczona, gdy dowiedziałam się jak wiele dziwnych rzeczy wydarzyło się ostatnio w moim życiu. Dodatkowo, jak powiedziała mi jej kuzynka, Aldona opatrywała swoje opowieści w złośliwe komentarze na mój temat.

Byłam w szoku. Aldona? Ta miła, życzliwa osoba?

- W rodzinie wiemy, że Aldona ma skłonność do konfabulacji, ale w twoim przypadku to już poszła na całość. Bądź wobec niej ostrożniejsza. To osoba dwulicowa.

Następnego dnia odwiedziła mnie Aldona. Uśmiechnięta i miła jak zawsze. Opowiedziałam jej o spotkaniu z kuzynka i poprosiłam o wyjaśnienia. Zaskoczona, przez chwilę milczała. Potem wybuchnęła gniewem. Dowiedziałam się jaką wredną i podła osobą jest jej kuzynka, że nie lubi Aldony a w ogóle to po co wtrąca się do nie swoich spraw. Weszłam jej w słowo i poprosiłam by nie unosiła się gniewem, ale powiedziała mi, czy prawdą jest to co usłyszałam od kuzynki. Moje pytanie wywołało jeszcze większy atak złości. Tym razem to ja byłam tą złą. Aldona nie ukrywała już jak wiele negatywnych uczuć żywi względem mnie, ile pogardy… W końcu wyszła ode mnie trzaskając drzwiami. Dlaczego? Nie mogę do tej pory zrozumieć.

Jeszcze w czasie naszej „przyjaźni”, gdy Aldona była u mnie na kawie, przyszła z nieoczekiwaną wizytą moja babcia. Przedstawiłam jej Aldonę. Moja „przyjaciółka”, urocza jak zawsze, bawiła moją babcię rozmową, podczas gdy ja parzyłam dla nas herbatę. Potem jeszcze jakiś czas posiedziałyśmy razem i Aldona poszła do domu.

- Nie ufaj jej. To nieszczera, fałszywa osoba – powiedziała niespodziewanie babcia po odejściu Aldony.

- Ależ babciu… mylisz się. Znam ją dobrze… – protestowałam.

Babcia nie myliła się. Intuicja jej nie zawiodła. To ja, po raz kolejny w życiu, okazałam się naiwną idealistką.